.

Historia to moja druga miłość

Historia to moja druga miłość

Rozmowa z Romanem Markotem, mieszkańcem Bilczyc-Nowej Wsi, pasjonatem historii, absolwentem Akademii Górniczo-Hutniczej, wydziału Geodezji Górniczej, obecnie emerytem. Pan Roman mówi o sobie, że na co dzień jest zajętym wdowcem, miłośnikiem świętego spokoju, wszystkiego co piękne i lampki czerwonego wina. Satysfakcję sprawia mu samodzielne zdobywanie informacji, czasem wręcz niewiarygodnych. 

– Rok 2020 jest szczególny dla Bilczyc, wieś ma już 800 lat. Jak udało się Panu dotrzeć do pierwszej wzmianki o tej miejscowości?

– Jan Długosz w swojej księdze uposażeń podaje informację, iż krakowski biskup Iwo Odrowąż, fundując klasztor św. Ducha na Prądniku Białym w 1220 roku, uposażył go daninami z parafii Biskupice, m.in. dziesięciną snopową z Bielczyc, obecnych Bilczyc. Ta wzmianka jest dowodem o istnieniu wsi co najmniej od 12-13 wieku. 

– Proszę opowiedzieć o swojej pasji odkrywania i dokumentowania mało znanej lokalnej przeszłości.

– Powiedziałbym z przymrużeniem oka, że od 10 lat jest moją cichą miłością. I na uczuciowej liście zajmuje dotąd niezmienną, jakby drugą pozycję. Za głośno nie mogę o tym mówić, bo najpiękniejsza i pierwsza, prawdziwa miłość do bliskiej osoby, bywa zwykle zazdrosna choć dodatkowo inspiruje, dodaje chęci i napędza do pozytywnego działania. A poznawanie dawnych dziejów bardzo szybko okazało się dla mnie podstępnym narkotykiem, co wciąga w uzależnienie.

– Czy interesuje Pana historia Bilczyc, czy również innych miejscowości?

– Skupiam się na pozyskiwaniu lokalnej wiedzy historycznej związanej przede wszystkim z Bilczycami, Gdowem i Liplasem, a także w mniejszym zakresie – okolicznych wsi. Jak dotąd brakuje solidnych opracowań prezentujących w szczegółach dzieje miejscowości w naszej gminie. Od czasu do czasu pojawiają kameralne wydawnictwa, raczej ogólnikowo traktujące historię gdowskiej ziemi, często powielające znane od dawna już fakty i zdarzenia. Dobrze by było, aby autorzy nowych opracowań zrobili pogłębioną syntezę historyczną, popartą własnymi badaniami. I nie propagowali już w nich absurdalnych opowieści, iż np. w nieodległym czasie przez Bilczyce płynęła Raba, albo mylili gdowskie Marszowice z Marszowicami k/Kocmyrzowa. Opisane przez Tadeusza Rzebika i wydane w 1980 roku, dzieje gdowskiej ziemi pt „Gdów i okolice”, mimo kilku nieścisłości trzeba docenić, gdyż jak dotąd są jedynym, poważnym i kompleksowym opracowaniem, z zawartej w nim wiedzy nadal wielu korzysta. 

– Planuje Pan wydanie monografii Bilczyc; jak wygląda przygotowywanie materiałów do takiej publikacji?

– Z dziesięcioletniego doświadczenia wiem, że kwerendy archiwalne wymagają poświęcenia mnóstwa czasu, ogromnej dociekliwości połączonej wręcz z benedyktyńską cierpliwością, a także życzliwości wielu osób. Dlatego zbieranie materiałów do monografii z prawdziwego zdarzenia musi trwać długo. W pozyskiwaniu informacji o lokalnej przeszłości doznałem wiele bezinteresownego zrozumienia i wsparcia dla mojej pasji, zarówno od osób świeckich, jak i kościelnych. Dla przykładu podam historię dotarcia do zbioru dokumentów znajdujących się w archiwum klasztoru Bożego Ciała w Krakowie. Część Bilczyc, dawniej Bielczyc, ponad 300 lat stanowiła dobro Kanoników Regularnych Laterańskich. Przez 3 lata bezskutecznie starałem się u przeora Dariusza Kaczyńskiego o wgląd do archiwum. Ale miałem szczęście, wystarczyło spotkać ówczesnego prowincjała klasztoru ks. Mariana Szczecinę i na drugi już dzień, przeglądałem stare dokumenty Bilczyc i Liplasu. Przy okazji pragnę też, za życzliwość i zaufanie, podziękować ks. ks. Stanisławowi Jarguzowi i Pawłowi Sukiennikowi.

– Jakie ciekawostki z historii Gdowa czy Bilczyc zdradzi Pan naszym czytelnikom?

– Mało kto wie np., że przodkowie dzisiejszych gdowskich Zastawniaków, Koperów, Rybaków czy Kuciów, nazywali się kiedyś Jamka. W 18 stuleciu było ich tak dużo, że dla rozróżnienia posługiwano się potocznymi przydomkami. Czasem utrwalane przezwiska stawały się nazwiskami, gdyż ksiądz zapisywał w metrykach tak, jak usłyszał od informującej go osoby. Z tego powodu też inne nazwiska zmieniały swoją pisownię, np. młodego syna Kowala notowano jako Kowalczyka, Kaczmarza jako Kaczmarczyka, Matusza (Matusa) jako Matuszyka itd. Z łatwością można tego dowieść analizując gdowskie metryki. Ale składając w całość strzępy informacji z dawnych czasów, można też dojść do fałszywych wniosków i trzeba się pilnować gdyż bardzo łatwo o pomyłkę. 

Z ciekawostek o Bilczycach dodam, iż przez pierwsze, 2-3 wieki istnienia przynależały do kościoła pw. Św. Marcina w Biskupicach. Z tego tytułu bilczycki dwór płacił biskupickiej parafii corocznie dziesięcinę do czasu uwłaszczenia w 1848 roku. Odrestaurowany budynek będący teraz ozdobą wsi, pochodzi z 1876 roku. Na Krzyżowej gdzie teraz jest handlowy market, stała kiedyś pierwsza szkoła, prężnie działała przedwojenna Orkiestra Dęta, po 1945 roku zespół taneczny „Wici”. Warto też wspomnieć o zakładzie fotograficznym Franciszka Kalety na Klinie, funkcjonującym ponad pół wieku. 

– Gdzie można znaleźć Pańskie publikacje?

– Po części na internetowym forum Strażnicy Czasu, wcześniej na Eksploratorach. Najważniejsze z wątków to: O Gdowie słów kilka, czyli Gdów dawniej i dziś, Brylanty z Gdowa… i piłka nożna, Saga rodu Korneckich z Gdowa, Żydzi z Gdowa. Wszystkie czekają na owocną kontynuację, wespół z zakręconymi podobnie kolegami, staramy się opisywać dziedzictwo naszego regionu. 

– Co dodaje Panu chęci do działania?

– Myślę, że prawdziwy pasjonat nie oczekuje pochlebstw czy gratyfikacji, ale zawsze jest miło gdy ktoś doceni poniesiony wysiłek, napisze słowa uznania, choćby najmniejsze, to zawsze dodają one wiary w sens pożytecznej działalności. I pochwalę się nieskromnie dwoma przykładami, dr Janina Stoksik, emerytowany pracownik, kustosz Archiwum Narodowego w Krakowie, w opracowaniu pt. Tetmajerowie – rodzina pisarzy, poetów, powstańców, spiskowców i… geodetów, powołuje się na mój wpis zamieszczony w Eksploratorach w 2014 roku. Dotyczy on Aleksandra Tetmajera i ocenia jako istotny, bowiem dotąd niewiele o nim było wiadomo. Natomiast Leszek Grabowski z Krakowa, wielki pasjonat odchodzącego świata, „Sagę rodu Grabowskich z Bilczyc i Liplasa koło Gdowa” opublikowaną w Małopolskiej Bibliotece Cyfrowej, poświęca przede wszystkim pamięci swojej babci Karoliny, ale umieszcza też na tytułowej stronie dopisek – „Z wyrazami szacunku dla Pana Romana Markota”. Jest to wyraz wdzięczności za bezinteresowną pomoc w opracowaniu dziejów jego rodziny. 

– Co było inspiracją do pisania monografii Bilczyc?

– Potrzeba określenia miejscowej tożsamości. W zamyśle próbuję sporządzić pogłębioną syntezę dziejów wsi, wykreować indywidualny wizerunek, rodzaj autoportretu miejsca z co najmniej 800-letnią przeszłością. Na podstawie zgromadzonych materiałów i własnych dociekań, poczynając od możliwie najdawniejszych czasów, układam historię wsi i poszczególnych zagród, miejscowych faktów i zdarzeń. Genealogię kolejnych pokoleń ludzi, którzy żyli tu przed nami i zostawili swoje dziedzictwo, słowem jakie są nasze korzenie? Przy ustalaniu bilczyckich rodów, korzystam z kilku źródeł, przede wszystkim z danych zawartych w metrykach gdowskiego, niegowickiego, łazańskiego i dziekanowickiego kościoła. Będąc geodetą, maksymalnie czerpię z wszelkich dostępnych materiałów kartograficznych i manualiów geodezyjnych, Przydały się także wywiady, jakie przed kilku laty przeprowadziłem ze starszymi mieszkańcami Bilczyc. Analiza wszystkich tych informacji pozwala na szczegółowe ułożenie genealogicznej monografii rodzin i zagród, uszeregowanych według kolejności numerów najstarszych domostw. Poczynając od 1770 roku można szczegółowo zestawić imiona i nazwiska osób zamieszkałych w danej chałupie, ich pochodzenie, rodzaj wykonywanego zawodu, daty urodzenia, ślubów i śmierci. Ustalić także historię zagród, ich dokładną lokalizację, rok założenia, itd. Z pewnością nie wszystkie też kwestie z dziejów wsi znajdą swoje odbicie w przygotowywanej monografii Bilczyc. Jest to pierwsza przymiarka, prawdopodobnie nie pozbawiona usterek i merytorycznych uchybień, tym bardziej, że autor nie jest historykiem, ale dołożę wszelkich starań by opracowanie było wiarygodne.

– Co poza historią, na ścianach widzę obrazy, czy to Pana autorstwa?

– Tak, będąc potomkiem znanego rzeźbiarza i malarza Piotra Korneckiego, w latach 1990-2008 próbowałem malować olejne obrazy. Powstało ich ponad 20 o różnorodnej tematyce, sporo na nich koni. Teraz nie maluję, wzrok już nie ten, większość czasu dzielę pomiędzy moje miłości.

Rozmawiała Wioleta Chmiela