.

Obyś dzieci zdalnie uczył…

Obyś dzieci zdalnie uczył…

12 marca 2020 r. szkoły w Polsce zostały zamknięte. Był to jeden z kroków, które podjęto w kraju, aby zapobiec rozprzestrzenianiu się koronawirusa. Początkowo taki stan przewidywano do 25 marca, a nauczyciele mieli pozostawać w gotowości do pracy. Kiedy okazało się, że uczniowie szybko nie wrócą, rozpoczęła się regularna nauka zdalna. Wyglądało to różnie. Uczniowie częściowo otrzymywali zadania do samodzielnego rozwiązania w domu. Część materiału do opanowania nauczyciele przesyłali w przygotowanych prezentacjach i plikach tekstowych. Pedagodzy również wspomagali się portalami i filmikami edukacyjnymi, aby łatwiej przekazać trudny temat. Z biegiem czasu rozpoczęły się lekcje on-line. O plusy i minusy tej formy nauki zapytaliśmy uczniów, nauczycieli i rodziców.

Uczniowie

Najtrudniej przychodzi mi nauka historii i matematyki – mówi Faustyna, uczennica klasy piątej S.P w Szczytnikach – dość dobrze idzie mi język angielski. Tylko niektóre lekcje odbywają się on-line. W zdalnej nauce widzę więcej minusów niż plusów, bardzo brakuje mi kontaktu z nauczycielami i przyjaciółmi. Kiedy w szkole nauczyciel jest obok, jak nie zrozumiemy za pierwszym razem, to próbuje wytłumaczyć inaczej. Dużym problem jest też jakość Internetu. Mam siostrę i dwóch braci, dobrze, że każdy z nas ma swój komputer, ale jak wszyscy zaczynamy się uczyć, to często sieć jest przeciążona i „wyrzuca” nas z lekcji, albo nic nie słychać. Czasem pomagamy sobie nawzajem w nauce, tzn. zazwyczaj oni mnie, bo są starsi. Proszę też mamę o pomoc, ale przecież niektórych rzeczy mama już nie pamięta i od ręki nie może pomóc. Siedzi z nami nad książkami, razem szukamy informacji i próbujemy rozwiązać zadania.

Kinga z klasy szóstej, siostra Faustyny, także uważa, że nauka zdalna sprawia jej największe kłopoty w opanowaniu matematyki, mimo że łączy się on-line z nauczycielką. – Najbardziej doskwiera mi brak kontaktu z rówieśnikami – mówi – a taka nauka to całkiem co innego, niż jak rozmawiamy z nauczycielem twarzą w twarz, piszemy na tablicy, czy z kolegami możemy zastanowić się nad rozwiązaniem jakiegoś zadania. W grupie zawsze łatwiej. Dużo osób myśli, że cieszymy się ze zdalnego nauczania, czy jak inni mówią „koronaferii”, ale to nieprawda. Bardzo łatwo pogubić się w tej ilości zadań, wysyłaniu maili z naszą pracą do każdego nauczyciela.

Natalia z Liplasu jest uczennicą pierwszej klasy LO w Wieliczce. – Mamy lekcje on-line, ale tylko z dwóch przedmiotów: polskiego i matematyki. Pani od matematyki przesyła dodatkowo filmiki, na których rozwiązuje zadania, co jest naprawdę bardzo przydatne, bo mogę taki instruktaż zobaczyć kiedy chcę, przewinąć i odtworzyć, ile razy potrzebuję. Z reszty przedmiotów nauczyciele przesyłają nam pliki z materiałami. My mamy je opanować samodzielnie na podstawie podręczników. Na pewno ogromnymi plusami pracy zdalnej jest to, że nie tracimy dużo czasu na dojazd do szkoły oraz możemy w własnym tempie opanować zadany materiał. Jednak brakuje mi kontaktu z nauczycielem, który zawsze doda coś od siebie i wytłumaczy dane zagadnienie lub powtórzy coś, czego nie rozumiemy. O ile zadania z gramatyki z języka angielskiego można wykonać samodzielnie na podstawie podręcznika, tak w nauce języka obcego ważne są ćwiczenia leksykalne oraz po prostu rozmowa, a tego nie mamy. Nauka zdalna wymaga dużego nakładu pracy nie tylko ze strony nauczycieli, ale przede wszystkim ze strony uczniów.

Rodzice

Nie ma co się oszukiwać, że gdyby nie pomoc rodziców, to dzieciom, zwłaszcza młodszym, byłoby bardzo trudno odnaleźć się w nowym systemie nauki – mówi mama dziewczynek z drugiej i trzeciej klasy Szkoły Podstawowej w Jaroszówce. – Na początku nie było lekcji on-line, nauczyciele starali się wytłumaczyć temat szykując opis w pliku, prezentację multimedialną, posyłając filmiki edukacyjne. Jednak dla ośmiolatka nie zawsze to wystarczało. Dzieci są przyzwyczajone, że robiąc zadania mają cały czas nauczyciela pod ręką. W każdej chwili mogą zapytać, jeśli mają wątpliwości. W niektórych zadaniach potrzebują tylko wskazówki, aby ruszyć dalej, ale jak nie ma kto podpowiedzieć, to całe zadanie czeka, aż ktoś przyjdzie i pomoże. Oczywiście nauczyciele zostawiali do siebie kontakt. Zapewniali, że uczniowie mogą zawsze zadzwonić lub napisać maila, a oni pomogą, ale np. moje dzieci wstydziły się dzwonić. Poza tym, nie oszukujmy się, gdyby każde dziecko dzwoniło do nauczyciela z każdą wątpliwością, to nie mieliby czasu na nic poza odbieraniem telefonów. Druga sprawa to odsyłanie zrobionych zadań. Trzeba było zrobić zdjęcia i przesłać na wskazany adres. Z czasem dziewczyny to opanowały, ale na początku gubiły się, bo lekcje mają z różnymi osobami. Poruszając temat zadań chciałabym podkreślić ogrom i trud pracy, jaki mieli dodatkowo nauczyciele, sprawdzając zadania ze zdjęć. Przecież dziennie otrzymywali kilkanaście, a w liczniejszych klasach kilkadziesiąt maili, w każdym po kilka zdjęć z zadaniem pisanym ręcznie. Byłam pod wrażeniem, że w informacji zwrotnej wyłapywali każdy błąd, każdą literówkę. Kolejną sprawą jest motywacja i samodyscyplina. Dzieciom, które mają w alternatywie piękną pogodę i podwórko za oknem, gdzie czeka piłka, trampolina czy wózek dla lalek, ciężko samym zmusić się do nauki. Na początku, kiedy pogoda nie była jeszcze tak ładna, a nauka zdalna się zaczynała, córki siadały do nauki z ochotą. To było nowe, ciekawe, inne…. Z czasem ich motywacja słabła i więcej naszej energii wymagało wytłumaczenie im, że to konieczne. Nie mówię już, że po trzech miesiącach niewychodzenia z domu i braku kontaktu z rówieśnikami, dzieci są znużone i zniechęcone. Wprowadzenie z czasem lekcji on-line przez platformę Teams na pewno trochę odciążyło rodziców, bo dużą część zadań robili pod okiem nauczyciela. Już to, że mogły zobaczyć kolegów i koleżanki oraz nauczyciela było dla nich motywujące. Oczywiście nie było możliwości, aby każdego dnia wszystkie lekcje odbywały się on-line, więc ciągle pozostawała duża część do zrobienia. Dodatkowo, znaleźliśmy się w sytuacji, kiedy musiałam zdecydować, co z pracą zawodową, moje młodsze dziecko skończyło 8 lat, więc nie mogłam zostać na opiece gwarantowanej przez rząd. I co dalej? Miałam zostawiać 8-latkę pod opieką 10-latki? To, że miałyby problem z nauką i trzeba by potem nadrabiać i siedzieć wieczorami nad książkami to jedno, ale pozostaje jeszcze problem ich bezpieczeństwa. Szkoda, że o tym nikt nie pomyślał, ustalając 8 lat jako granicę należnej opieki.

Nauczyciel

Na samym początku najtrudniejsza jest sama organizacja, pokonanie problemów technicznych oraz przestawienie się na inny styl pracy. Niezbędne jest również zdobycie informacji w jaki sposób przekazać uczniom wiedzę, aby byli w stanie zrozumieć nowy materiał. Nie jest to łatwe biorąc pod uwagę, że są różni uczniowie, z różnymi dysfunkcjami – mówi pani Hiacynta Krawiec, nauczycielka języków obcych w szkole w Zręczycach i w Jaroszówce. – Uczeń, który na bieżąco uczestniczy w lekcjach on-line, analizuje przesłane przez nauczyciela wyjaśnienia i rzetelnie wykonuje zadania nie ma większych problemów w nauce. Oczywiście zdarza się, że trudniejsze zagadnienia będą wymagać, aby do nich powrócić i szerzej wytłumaczyć po powrocie do szkoły. Pomoc rodziców w organizacji nauki zdalnej jest bardzo istotna, wręcz nieoceniona. Pomimo wielu przeciwności, z którymi muszą sobie radzić w tym trudnym czasie, jestem przekonana, że robią wszystko, aby pomóc swoim dzieciom. Gdyby nie ich współpraca, nauka zdalna nie byłaby możliwa. Szczególnie młodsze dzieci potrzebują wsparcia rodziców. Dzięki nim uczniowie systematycznie uczestniczyli w lekcjach on-line, na bieżąco przesyłali prace oraz zdobywali wysokie wyniki w nauce.

Nauka zdalna ma zarówno zalety jak i wady odnoszące się nie tylko do nauczania języków obcych, ale do wszystkich przedmiotów. Na jej efektywność składa się wiele różnych płaszczyzn. Zaczynając od organizacji, aż po samodyscyplinę. Na pewno uczniowie w całym tym procesie napotkali przeciwności, ale też dostrzegli pozytywne strony. Język obcy ma to do siebie, że jednak trzeba go używać jak najczęściej. Chodzi nie tylko o regularną naukę, ale także o systematyczne powtarzanie. Najważniejsze są podstawy, dlatego już od najmłodszych klas należy zachęcać dzieci do rzetelnej nauki języków obcych podkreślając ich znaczenie we współczesnym świecie. Istnieje wiele stron internetowych, portali edukacyjnych, aplikacji, które służą nauce języków obcych. Tak naprawdę każdy uczeń jest inny, w nieco inny sposób się uczy. Jednak nie od dziś wiadomo, że najlepiej uczyć się angażując wiele zmysłów. Myślę, że warto wykorzystać obecny czas na szlifowanie języka. Polecam materiały autentyczne, które umożliwiają kontakt z naturalnym językiem w rzeczywistych sytuacjach, czyli m.in. prasa, literatura, filmy, audycje radiowe.

Dodam, że pomimo wielu możliwości jakie daje współczesna technologia, nic nie jest w stanie zastąpić nauki w tradycyjnej formie. Bezpośredni kontakt ucznia z nauczycielem, możliwość porozmawiania o każdym problemie, sam fakt bycia w szkole gdzie panują określone zasady, to wszystko sprawia, że to jedyne takie miejsce gdzie czuje się prawdziwą atmosferę nauki. To z kolei wpływa pozytywnie na proces kształcenia.

Iwona Warchał