.

Szczęście wspomagane

Szczęście wspomagane

Chociaż bohaterek tych opowieści nie poznamy z nazwisk ani fotografii, ich historie są prawdziwe. Historie dramatyczne, ale z happy endem, który udało się osiągnąć dzięki temu, że zdecydowały się poprosić o pomoc i ją znalazły.

Małgorzata

wyjechała do pracy w Grecji zaraz po maturze. Tak się poukładało, że została tam na długie lata, założyła rodzinę, urodziła córkę. Niestety małżeństwo nie przetrwało. Cały jej świat się rozsypał. Jak mówi, nie było łatwo, ale po 23 latach podjęła decyzję o powrocie do ojczyzny. Z jednej strony jechała do siebie, do Polski, ale z drugiej – po tak długiej nieobecności – to już był zupełnie obcy kraj…
Choć pochodzi z Podkarpacia, wróciła do Gdowa, gdzie czekała na nią siostra z rodziną. – Zawsze mówiłam, że gdybym miała wrócić do kraju, to chcę mieszkać w Gdowie. Ta gmina mnie urzekła, jak przyjeżdżałam na wakacje do siostry, wszystko mi się tu podobało, więc kiedy musiałam podjąć decyzję o przeprowadzce, wiedziałam, gdzie pojadę. Poza tym całe dorosłe życie mieszkałam w miasteczku 30 km od Aten, nie wyobrażałam sobie życia na wsi na Podkarpaciu, obok moich rodziców. Gdów wydawał mi się idealny: niedaleko Krakowa, wieś, ale z dużymi możliwościami, piękna i nad Rabą, nawet kościół mnie tu zachwycił.
Po powrocie pani Małgorzata z córką mieszkały u siostry i korzystały z jej pomocy, także finansowej. Ciężko jej było odnaleźć się w nowym miejscu, zwłaszcza, że przez te wszystkie lata w Grecji nie pracowała. – Byłam w nowym miejscu, bez pracy, bez mieszkania, bez doświadczenia zawodowego, bez pewności siebie, bez pomysłu co dalej, ale z sześcioletnią córką, za którą byłam odpowiedzialna. To wszystko gryzło mnie od środka. Nikomu jednak nie mówiłam o moich problemach, nawet rodzicom, żeby ich nie martwić. Szczęśliwym zbiegiem okoliczności na początku dostałam pracę dorywczą w sklepie, jednak etatu nie było, zatem pieniądze też niewielkie. Kiedy trafiłam do Urzędu Pracy w Gdowie, poznałam niezwykle sympatyczną panią, która doradziła mi ubieganie się o staż. I udało się, trafiłam do Urzędu Gminy. Bałam się, nie miałam doświadczenia, wydawało mi się, że niewiele umiem, nie wiedziałam, jak pogodzić pracę z opieką nad córką, jak współpracować z innymi ludźmi. Wszystko co nowe mnie przerażało, nie wierzyłam we własne możliwości – wspomina pani Małgosia początki pracy zawodowej. Dzięki różnorodnym obowiązkom na stażu poznała specyfikę pracy na różnych stanowiskach, zaczęła zdobywać doświadczenie. Poznając nowe osoby, zaczęła się otwierać, rozmawiać o swojej sytuacji. Po stażu pracowała jeszcze w urzędzie przez trzy miesiące, a później znów przyszedł czas szukania nowego zajęcia. – I tym razem mi się udało, bo akurat ruszała Spółdzielnia Socjalna, która ma w założeniu zatrudnianie także osób zarejestrowanych na bezrobociu. Skierowana z UP trafiałam do nowej pracy, gdzie jestem do dziś. Początki były bardzo trudne: firma, która sama stawiała pierwsze kroki, nowe stanowisko, nowe obowiązki, nowi ludzie, ale wszystko się poukładało – mówi pani Małgosia. – Miałam dużo szczęścia, przede wszystkim do ludzi, których los postawił na mojej drodze. Ale gdybym sama się nie otworzyła i  nie mówiła o moich problemach, to te osoby nie mogłyby mi pomóc, bo by nie wiedziały, co się dzieje. Zmierzam do tego, że nie warto dusić w sobie wszystkich swoich zmartwień, bolączek, traumy jaką się przeszło, bo to nas niszczy od środka, a jednocześnie ogranicza możliwość pomocy z zewnątrz.
Problemy były nie tylko z pracą, trzeba było m.in. załatwić obywatelstwo córce, później przejść walkę o świadczenie na dziecko, co nie było łatwe, ponieważ ojciec dziewczynki mieszka za granicą. Dzięki dobrym radom pani Małgosia trafiła do gdowskiego GOPS-u, gdzie prawniczka pomogła rozwiązać niejeden problem.
Największym marzeniem pani Małgosi jest teraz własne mieszkanie; chce zapewnić sobie i córce stabilizację. Na razie wynajmuje lokum w Kunicach, i choć jest jej tam bardzo dobrze, obawia się, czy nie przyjdzie dzień, w którym będzie musiała je opuścić.
– Teraz w pracy wszyscy dopingują mnie do zrobienia prawa jazdy. Ojciec nawet obiecał, że pomoże w kupnie samochodu. Z taką motywacją, wiedząc, że to kolejny krok do samodzielności wiem, że się zdecyduję. Mam nadzieję, że szczęście, które mi od dwóch lat sprzyja nagle mnie nie opuści. Muszę być silna dla siebie i dla córki, bo ona jest całym moim światem, największą motywacją, aby iść dalej. Także coraz większa niezależność finansowa i mieszkaniowa daje mi odwagę patrzeć z optymizmem w przyszłość, choć dwa lata temu nie wierzyłam, że może być tak dobrze. Musimy pamiętać, zwłaszcza my kobiety, które czasem jesteśmy po trudnych przejściach, że nie jesteśmy same. Są ludzie i instytucje, które nam pomagają – podsumowuje pani Małgosia.

Monika

matka dwójki dzieci, doświadczała przemocy w małżeństwie przez 15 lat. Długo zwlekała z prośbą o pomoc. W końcu, zdopingowana właśnie przez dzieci, które zdążyły już stać się dorosłe, zdecydowała się na kontakt w GOPS. Zawalczyła o siebie. Założyła „niebieską kartę”, co jest równoznaczne z zasygnalizowaniem policji, że w rodzinie dochodzi do przemocy i sprawia, że sytuacja domowa jest systematycznie monitorowana.
Zaufała specjalistom. Teraz jest silniejsza i zdobywa nowe umiejętności, wreszcie rozwija swoje pasje. Jest w stałym kontakcie z GOPS i korzysta z pomocy jego pracowników.

Renata

jest mieszkanką Gdowa od ośmiu lat i pomimo że pochodzi z pobliskiej miejscowości, pragnie nadal pozostać tu i pracować. Ma za sobą nieudane małżeństwo, owocem którego jest dwójka dorosłych już dzieci. Gdy po raz kolejny uwierzyła, że wróci poczucie bezpieczeństwa, znów niewłaściwie ulokowała uczucia – ukochany mężczyzna nie do końca odnalazł się w roli partnera i ojca wspólnego dziecka. Problemy dnia codziennego związane z utrzymaniem wynajmowanego domu spadły na panią Renatę. Próbowała walczyć o swoje miejsce w rodzinnym życiu. Upominała się spokój dziecka i tak już obciążonego emocjonalnie dość trudną sytuacją w domu oraz rzadką chorobą. Później wszystko ułożyło się dramatycznie: utrata pracy przez partnera, zaległości czynszowe, poczucie bezradności w obliczu pustki, która wkradła się w życie osobiste.
Punkt zwrotny w jej myśleniu nadszedł, gdy zdała sobie sprawę, że podobne problemy ma wiele kobiet i że to żaden wstyd szukać pomocy. Widać to np. na Facebooku pani Pauliny Kosiniak-Kamysz. Postanowiła więc i ona powiedzieć innym o tym, co ją frapuje, sprawia ból, o swoich trudnych wspomnieniach. Udała się do wójta gminy Gdów, a on skierował ją do Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej, przy którym powstała grupa wsparcia dla kobiet.
Tu opowiedziała o swoich problemach, ale też marzeniach, tych skrytych i tych tkwiących w jej podświadomości od bardzo wielu lat. Jest poukładana, wie czego chce. Pragnie być samodzielna, pracować w godzinach, w których jej córeczka, ciesząca się nie najlepszym zdrowiem jest w szkole. Wierzy, że pomimo iż ma za sobą spory bagaż doświadczeń, przyjdzie czas na radość, wróci poczucie bezpieczeństwa.
Uwierzyła w to, że jej czas jeszcze nadejdzie. Kocha życie, chce raz na zawsze zamknąć etap niepowodzeń i błędów, szuka pracy, nawet chałupniczej. Pragnie kochać i być kochaną i nic już nie jest w stanie jej zaskoczyć, ale też zatrzymać w walce o siebie, o najbliższych. Wie, że każda rodzina ma swoje problemy, skrywa tajemnice, że jest mnóstwo kobiet, matek, które borykają się z problemami zdrowotnymi swoich dzieci, ale nie poddają się.

Iwona Warchał, Bożena Malarczyk

Grupa wsparcia dla kobiet przy Gminnym Ośrodku Pomocy Społecznej w Gdowie działa już od około 4 lat. Korzystają z niej panie zarówno doświadczające przemocy jak i kryzysów osobistych i rodzinnych. W ostatnich miesiącach powstała grupa rozwojowa „My Kobiety”, nad którą patronat objęła Paulina Kosiniak-Kamysz. Na portalu Mój Gdów zamieszczono ankietę na temat oczekiwań mieszkanek gminy. Na 14, 21 i 28 października (godz. 18-20) zaplanowano bezpłatne warsztaty dla kobiet na temat radzenia sobie z emocjami, rozwoju i budowania poczucia własnej wartości. Poprowadzi je Małgorzata Gabryś, dyplomowany trener i coach.

Zgłoszenia: tel. 512-186-807. Ze względu na pandemię ilość miejsc jest ograniczona. Bez żadnych limitów będzie można natomiast skorzystać z internetowych porad lekarza endokrynologa, pediatry, dietetyka i doświadczonej fryzjerki. Jak zapewnia kierująca GOPS Małgorzata Cebula-Jamka, zawsze jest też możliwa specjalistyczna pomoc indywidualna, zwłaszcza podczas dyżurów telefonicznych.