.

Żywe drzewka są najładniejsze!

Żywe drzewka są najładniejsze!

Musimy sobie w tym roku darować liczne rodzinne spotkania przy wigilijnym stole, z zakupami też łatwo nie jest, trudniej wybrać się będzie na pasterkę, świąteczny nastrój również będzie przyćmiony bieżącymi problemami i obawami o przyszłość, a rozmowy zdominuje koronawirus. Jeden świąteczny atrybut pozostanie jednak niezmienny: choinka. Jaką kupić? Plastikowa jest praktyczna, ponieważ nie trzeba jej kupować co roku i niekłopotliwa, bo nie gubi igieł. Ale nie ma tyle uroku, co tradycyjna, żywa – zielona i pachnąca.

Jeszcze nie tak dawno ekolodzy doradzaliby sztuczną choinkę, a zwolennicy naturalnych preferowaliby świerki. Ale to było kiedyś. Dziś poglądy na tę sprawę zmieniły się diametralnie, chociaż producenci sztucznych drzewek prześcigają się w pomysłach. Nie wystarczy, że choinki nie przypominają już niegdysiejszych zielonych grzebieni, lecz są „jak prawdziwe” – teraz nastała moda na drzewka różnokolorowe, których właściwie nie trzeba już ozdabiać, bo same błyszczą, migają i świecą.

Leśniczy z Gdowa, pan Piotr Doda, uważa, że jedyną zaletą sztucznych drzewek jest to, że można je ubierać przez kilka lat z rzędu. Niestety później trzeba je wyrzucić, potem utylizować, a to już jest kłopotliwe i kosztowne. Dużo bardziej ekologiczna jest choinka naturalna, którą – zwłaszcza na wsi – można wykorzystać na kompost i na opał.

Idealnym rozwiązaniem wydaje się być drzewko w donicy, ale i ono często okazuje się jednoroczne. – Taka choinka, jak każde drzewo potrzebuje okresu uśpienia, spoczynku wegetacyjnego. Gdy znajdzie się w ciepłym pomieszczeniu po prostu się budzi. Ma szanse na przeżycie, jeśli postępuje się z nim umiejętnie. Zasady są proste: drzewko ustawić trzeba z dala od grzejnika, podlewać – ale nie za wiele. Przed przesadzeniem do gruntu powinno się je z kolei delikatnie zahartować – nie wystawiać od razu na mróz, tylko do pomieszczenia, w którym panuje temperatura około 0 stopni Celsjusza, żeby je jeszcze raz oszukać, sprawić, by weszło ponownie w stan spoczynku. Wtedy może się przyjąć i cieszyć nas przez wiele lat, natomiast jeśli od razu damy ją z ciepłego i jasnego domu na pole, na mróz – obumrze – mówi Piotr Doda.

Inna rzecz, że nie każdy ma swoje albo zaprzyjaźnione miejsce, w którym mógłby spróbować zasadzić świąteczne drzewko. Zostają wtedy iglaki pozyskane z lasów i plantacji.

Jeszcze kilka lat temu w sprzedaży królowały świerki – jodły przeżywające recesję były pod ochroną – obowiązywał zakaz pozyskiwania choinek i stroiszu. Drzewka stanowiły łakomy kąsek dla złodziei, którzy je wycinali, albo obcinali gałęzie. Aby zniechęcić świątecznych „gości”, leśnicy sami oszpecali jodełki, pozbawiając je kilku gałęzi. Drzewu to nie przeszkadzało, rosło sobie spokojnie w lesie, ale nie nadawało się już „na salony”. Tak ocalono wiele jodłowych młodników. W tej chwili złodziejski proceder w lasach koło Gdowa należy już do przeszłości, w innych rejonach stroisz cieszy się niestety nadal powodzeniem u złodziei, którzy potrafią „ogolić” kilkunastoletnie drzewko z gałęzi i pozostawić tylko pień. Gałęzie wywożą z lasu całymi wozami. Nie wszystkich leśnicy są w stanie przyłapać na gorącym uczynku.

Generalnie jodła ma się dobrze, więc piękne drzewka można kupić oficjalnie. Na plantacjach nastawionych na produkcję świątecznych choinek dominują jednak świerki, rosnące szybciej niż jodły i tańsze od nich. Coraz większym powodzeniem cieszą się także sosenki. Zasłużenie.

– Wiem z własnego doświadczenia, że to właśnie sosna trzyma się w domu najdłużej – pięknie zasycha, igły z niej nie lecą, nie „łysieje”. Jest bardzo dekoracyjna, zwłaszcza sosna czarna – zachęca leśniczy. – Na drugim miejscu stawiam jodłę, bo żyje póki jest wilgotna, gdy zasycha – igiełki się w miarę trzymają. Najsłabszy, jeśli chodzi o zachowanie wilgoci, jest świerk, który potrafi zasypać igłami pół mieszkania – mówi pan Piotr.

W Nadleśnictwie Myślenice, do którego należą gdowskie lasy dominuje buk i jodła. To są w zasadzie dwa główne gatunki, można więc spokojnie pozyskiwać żywe drzewka. – To nie jest tak, że idziemy do lasu i wycinamy najładniejsze jodełki, żeby je sprzedać. Dzieje się to w ramach pielęgnacji. Na hektarze sadzimy 5 – 7 tys. drzewek, a drzewostan rębny to 500-600 drzew na hektarze, więc reszta musi być wyeliminowana, żeby zrobić miejsce dla młodnika – wyjaśnia Piotr Doda. – Trzeba rozrzedzić zagęszczenia. W lesie zostawiamy najładniejsze drzewa – te brzydsze, zwłaszcza jodła, są i tak piękne i pachnące… Żadna sztuczna choinka nie dorówna prawdziwej. Nie ma się co cyganić – żywa, naturalna zieleń jest najładniejsza!

Jeśli się dobrze zadba o takie drzewko, można się nim cieszyć przez kilka tygodni. Trzeba tylko pamiętać, żeby nie stało przy grzejniku – najlepiej też umieścić pień w naczyniu z wodą czy żwirkiem (są już w handlu specjalne stojaki z pojemnikami). Przez pierwsze dwa tygodnie warto dostarczać choince wilgoć – potem nie ma to już znaczenia.

W lasach wokół Gdowa świerka w zasadzie nie ma, jodły jest niewiele, więc leśnicy nie prowadzą tu sprzedaży choinek. Ale już po sąsiedzku, w nadleśnictwie w Myślenicach można zaopatrzyć się w drzewko z okolic Tokarni, Lipnika, Wiśniowej. Komu za daleko, niech rozejrzy się po Gdowie, bo tu żywe świąteczne choinki – w donicach i ścięte – kupić można niemal co krok.

Barbara Rotter-Stankiewicz