.

Na parkurze jestem tylko ja i koń

Na parkurze jestem tylko ja i koń

Daria Pietrzak, 15-letnia mieszkanka Wiatowic odkryła swą wielką pasję w jeździectwie. Obecnie uczennica Liceum Ogólnokształcącego w Wieliczce, już po raz trzeci została powołana do Kadry Narodowej, w tym roku – jako najmłodszy rocznik do kadry juniorów. Trenuje pod okiem Michała Kaźmierczaka na koniu Monsun. Mimo młodego wieku i dopiero czterech lat jazdy, osiągnęła już bardzo wiele zarówno z Monsunem, jak i jego poprzedniczką Sonatą.

O jeździectwie i drodze na międzynarodowe parkury rozmawiamy z Darią Pietrzak i jej mamą – Anną.

– Jak to się stało, że zaczęłaś trenować jeździectwo?

– Odkąd pamiętam zawsze byłam aktywna, rodzice dbali, abyśmy z rodzeństwem mieli zajęcia dodatkowe. W naszej rodzinie duży nacisk kładziemy na aktywną rekreację, stąd pewnie w pewnym momencie pojawiły się konie, oczywiście rekreacyjnie. Po pewnym czasie instruktor sugerował rodzicom, że mam talent do jazdy konnej, ale wtedy pochłonięta byłam tańcem. Konie były odskocznią, miłym spędzaniem wolnego czasu.

– Tańczyłaś wyczynowo?

– Tak, do 12 roku życia. Taniec towarzyski trenowałam z sukcesami przez 6 lat w Małopolskim Centrum Tańca. Miałam dość długo stałego partnera tanecznego, co w przypadku dzieci, nieczęsto się zdarza. Kiedy zdecydowałam, że chcę sportowo trenować jeździectwo, przez pół roku próbowałam łączyć taniec z końmi. Wstawałam o 5 rano, jechałam do stadniny, jeździłam na koniach przed szkołą, a po lekcjach szłam na próby taneczne. Kiedy rodzice spytali co chcę wybrać, poszłam za głosem serca i wybrałam konie. Oprócz miłości do koni, zdecydował chyba mój duch rywalizacji. W tańcu jest tak, że ocena jury jest subiektywna, dziś mogę być najlepsza, a na kolejnych zawodach już jestem oceniana dużo niżej, choć tańczę na tym samym poziomie. To mnie denerwowało na zawodach tanecznych. W jeździectwie jest wszystko jasne, liczy się czas przejazdu i ilość zrzuconych przeszkód, nie ma tu miejsca na subiektywną ocenę, i to mi się bardzo podoba. Jak coś nie idzie jak trzeba, mam pretensję do siebie, a nie do sędziów.

– Daria jest niesamowicie upartą i ambitną dziewczyną, z duchem sportowca – mówi mama młodej zawodniczki – rzadko się zdarza, że po zawodach jest w 100 procentach z siebie zadowolona, uważa, że zawsze można coś poprawić. I tak było zawsze, jak tańczyła chciała być najlepsza, nie szła na żadne kompromisy na próbach. Śmieję się, że niektórym było pod górkę z nią trenować. Zawsze chciała więcej i lepiej. Myślę, że sukcesy, które dziś osiąga, są wynikiem oczywiście ciężkiej i systematycznej pracy jej i całego zespołu, świetnego partnera, czyli jej konia, ale też jej charakteru, zawziętości i chęci dążenia do doskonałości.

– W jeździectwie nie ma współzawodnictwa. Oczywiście nasze wyniki są porównywane i na tej podstawie przyznawane są miejsca, ale chodzi mi o to, że na parkurze jestem tylko ja i koń, równocześnie ze mną nie jedzie obok żaden konkurent. Te kilkadziesiąt sekund jest tylko moje, tylko ode mnie i konia zależy co osiągniemy, nikt nie zajedzie nam drogi, nikt nas nie wypchnie z toru – dodaje Daria.

– Jak często trenujesz?

– Kiedy jeździłam tylko rekreacyjnie byłam raz na tydzień, czasem raz na dwa tygodnie w stadninie, teraz bywam 6 razy w tygodniu. Zazwyczaj w niedzielę mam wolne. Chyba, że jestem na zawodach, a zdarza się, że są one co 2-3 tygodnie.

– Co się liczy w jeździectwie? Jakie trzeba mieć cechy charakteru, aby odnieść sukces?

– Na pewno liczy się pracowitość, cierpliwość, systematyczność, ale także odwaga i zrozumienie, w sensie wyczucia zwierzęcia. Bardzo duże znaczenie ma koń, z którym pracujemy. Nie każdy, nawet z doskonałym jeźdźcem, odniesie sukces. Tu połowa sukcesu należy do człowieka, a druga do konia, tu musi być współpraca idealna, pełne zrozumienie. Nie osiągnęłabym tak wiele bez pomocy mojego trenera, Michała Kaźmierczaka, który sam jest czynnym zawodnikiem.

– Jestem przekonana, i mówią o tym też trenerzy Darii, że taniec i lata ćwiczeń sprawiły, że tak szybko osiągnęła pierwsze sukcesy. Już po roku trenowania została powołana do Kadry Narodowej, co zdarza się niezwykle rzadko. Nastąpił bardzo szybki rozwój jej umiejętności jeździeckich i dzięki temu szybko mogła zacząć brać udział w zawodach – mówi pani Anna. – W jeździectwie chodzi o wyczucie konia, każdego jego ruchu, spięcia, ale i takie panowanie nad własnym ciałem, aby koń zawsze był pewny, czego od niego oczekujemy. Przez lata tańca też musiała zgrać się z partnerem, wyczuwać jego ruchy i zamiary i to zaprocentowało.

– Czy Pani jako mama bardzo przeżywa każde zawody córki?

– Dla Darii liczą się zwycięstwa, bezbłędne przejazdy, świetny czas. Dla mnie najważniejsze jest, aby przejechała bezpiecznie i nic jej się nie stało. Nie ma co ukrywać, jeździectwo do najbezpieczniejszych sportów nie należy. Zdarzają się wypadki, ale uważam, że przytrafić coś złego może nam się wszędzie, w domu czy na ulicy, więc nie panikuję. Choć przyznaję, że nie oglądam zawodów na żywo, za duże emocje dla mnie. Jak już wiem, że wszystko jest w porządku, to odtwarzam sobie jej przejazdy. Stres jest podwójny, bo tak jak mówię, po pierwsze jej bezpieczeństwo, ale też chcę, aby jej się udało, aby była z siebie zadowolona, a wiem, że jak coś jest nie po jej myśli, to się denerwuje i bardzo to przeżywa.

– Kto opiekuje się koniem, na którym jeździsz na zawodach?

– Obecnie mam jednego konia, bywało, że równocześnie mieliśmy dwa. Na zawodach startuję zawsze z nim, natomiast na treningach zdarza się, że jeżdżę też inne konie ze stadniny, choć oczywiście Monsun jest moim oczkiem w głowie. Na początku jeździłam na kucyku, ale proszę nie myśleć tu o małym koniku, na jakim jeżdżą maluchy. To sportowy koń dla dzieci. Na Monsunie jeżdżę od lipca 2018 i właśnie z nim odniosłam największe sukcesy. Opieka nad koniem to moje zadanie, oczywiście rodzice pomagają, tata głównie przy koniu, przy podróżach na zawody, kiedy trzeba pomóc przewieźć zwierzaka nawet kilka tysięcy kilometrów od domu, natomiast mama jest taką moją menagerką. Ogarnia wszystkie terminy, pilnuje wszystkich dokumentów moich i konia, które musimy mieć ze sobą na zawody. Ja dbam o jeżdżenie konia, o jego dietę, o opiekę weterynaryjną, o porządek w boksie. Ponieważ spędzam z nim najwięcej czasu ze wszystkich, najłatwiej mi wychwycić, gdy coś jest nie tak, widzę jak gorzej się czuje, jeżdżąc wyczuwam jego ruchy, wychwycę np. jak ma problem z mięśniami, nawet jego gorszy humor jestem w stanie rozpoznać.

– Który klub obecnie reprezentujesz?

– Na zawodach reprezentuję klub sportowy spod Szczecina Verso La Natura. W jeździectwie jest tak, że mogę trenować tutaj, czyli w stadninie w Zatoce niedaleko Bochni, a należeć mogę do jakiegokolwiek klubu, który zechce ze mną współpracować. Po przeanalizowaniu propozycji zdecydowałam z rodzicami, że wybieramy ten klub. Oczywiście jako członek Kadry Narodowej reprezentuję Polskę.

– Opowiedz nam coś więcej o zawodach i dyscyplinie, którą uprawiasz…

– Warto zaznaczyć, że na zawodach nie ma dwóch jednakowych przejazdów. Za każdym razem są inne przeszkody, inaczej ustawione. Jeździec przed startem wchodzi na parkur na 15 minut i musi sam ocenić, jak poprowadzić w danym przejeździe konia, gdzie się odbić, gdzie przyspieszyć, gdzie może czaić się jakieś zagrożenie. Nie ma przejazdów próbnych. Każdy start to debiut na danym torze. Trzeba być bardzo skoncentrowanym, aby wychwycić, co koń za ułamek sekundy chce zrobić. Zdarzają się sytuacje, że czuje się niepewnie ze względu na hałas na widowni, wystrzały czy nienaturalne światła. To jeździec musi wyczuć konia i go uspokoić. W jeździectwie jest tak, że im zawodnik starszy i bardziej doświadczony, tym może mieć młodsze konie, które dopiero trzeba uczyć i ujarzmiać. Dzieci jeżdżą na starszych koniach, które już są doświadczone w startach i czasem mogą „podjąć decyzję” za dziecko, np. gdzie się wybić, aby bezpiecznie pokonać przeszkodę. Konie na zawodach są zazwyczaj w wieku od 5 do nawet 16 lat. Wtedy są najbardziej wytrwałe i silne. W porównaniu do innych sportów, kariera jeźdźca jest dość długa, są bardzo doświadczeni zawodnicy, którzy mają ponad 40 lat i wciąż są czynnymi sportowcami.
– A jak wygląda Twój zwykły dzień?

Wstaję o 6.30, zbieram się do szkoły, teraz do nauki zdalnej. Mniej więcej do 14-15 mam lekcje. Jak kończę, to pod szkołą już czeka na mnie mama, tata lub dziadek z obiadem i zawożą mnie do stadniny. Spędzam tam 3-4 godziny, wracam do domu i biorę się do nauki.

– Nie brakuje Ci czasu na odpoczynek, takie „nicnierobienie”?

– Zawsze miałam wypełniony czas, śmieję się, że odpoczywam jak śpię. Kiedy nie jadę do stadniny, to czasem nie umiem sobie znaleźć miejsca w domu. Lubię być aktywna.

– Jakie masz marzenia?

– Marzy mi się udział w Igrzyskach Olimpijskich, Mistrzostwach Świata i Mistrzostwach Europy i to najlepiej z medalem. Obecnie jestem najmłodszym rocznikiem w kategorii juniorów (15-18 lat). Na razie mogę startować w Pucharze Narodów i Mistrzostwach Europy, to największe i najważniejsze imprezy jeździeckie w kategorii dzieci. Z marzeń pozasportowych, to chciałabym mieć taką pracę, aby być niezależna. Podoba mi się styl życia. jaki wiodą moi rodzice: robić to co się lubi i z tego żyć. Chciałabym, aby w przyszłości konie wciąż były obecne w moim życiu.

Rozmawiała Iwona Warchał