.

Sad i sklep to nasze całe życie

Sad i sklep to nasze całe życie

Wjeżdżając do Gdowa od strony Bochni, w okolicy ronda, mijamy rosnący tu od lat 70-tych sad. Jabłka i warzywa stamtąd można kupić w sklepie przy ulicy Krakowskiej. Właścicielem sadu i sklepu jest pan JÓZEF STROJNY. Przez lata zmieniał się sad, zmienia się sklep „u Strojnego”, tylko klienci pozostają niezmienni – zawsze mili i otwarci.

– Sadownictwo to Pana własna pasja, czy rodzinna tradycja?

– Ogrodnictwem zajmował się już dziadek Józef. W naszej rodzinie drzewa lubiły rosnąć od zawsze. Jako pierwszy wiedzę ogrodniczą poznał dziadek Józef, będąc podczas I wojny światowej na Bałkanach, a następnie kontynuował to mój ojciec Marcin, który obudził i we mnie zamiłowanie do ogrodnictwa. Teraz już czwarte pokolenie Strojnych wykazuje zainteresowanie prowadzeniem sadu. Trudząc się ogrodnictwem, warto mieć możliwość sprzedawania produktów, najlepiej w swoim sklepie. Prowadzenie tych dwóch działalności pozwala na skrócenie łańcucha dostaw do… jednego ogniwa. Pierwsze doświadczenia w handlu zdobywał mój ojciec, pracując w latach 40-tych w sklepie u cioci Grenikowej, znajdującym się po drugiej stronie ulicy Krakowskiej, w nieistniejącym już budynku, gdzie obecnie jest sklep z artykułami gospodarstwa domowego państwa Kruszynów. W tamtych czasach głównym problemem w handlu było zaopatrzenie, stąd tato pomagał w zdobyciu niezbędnej nafty czy tkanin. To on był motorem otwarcia w 1982 roku sklepu przez dzieci: córkę Marię i mnie. Nie wyobrażam sobie istnienia tego miejsca bez wielkiego wkładu mojej żony, która przejęła ogrom pracy przy prowadzeniu sklepu, a także dbała o sprawy ogrodnicze – o nasze jabłka, dynie, lubczyki, fasolę, szparagę czy zieleninę. Doceniam też pracę synów: Pawła, Józka i Janka. Ich zaangażowanie i wspaniała pomoc pozwoliły mi znaleźć czas na pracę społeczną w Radzie Gminy Gdów w kadencjach 2002-2006 oraz 2006-2010, jednocześnie cały czas dbając o naszych klientów.

– Powstał sklep z „duszą”, pełen zdrowej żywności. Początkowo wystarczał mały asortyment, można było nabyć głównie owoce, warzywa i kwiaty.

– Teraz jest już pełen asortyment typowy dla sklepu spożywczego, oprócz oczywiście alkoholu, papierosów oraz chipsów. Można u nas znaleźć wyłącznie zdrową żywność. W wyborze pomaga zespół naszych pięciu oddanych pracownic, które poza zwykłymi obowiązkami, budują niepowtarzalną, dobrą atmosferę w tym miejscu, doradzają podczas zakupów, co najlepiej wrzucić do koszyka. A wrzucić można całkiem dużo, gdyż od pewnego czasu przy sklepie jest oficjalna możliwość postoju na czas potrzebny na zrobienie zakupów. Wybór jest spory. Generalnie prawie wszystkie produkty rolne dostarczane są prosto od rolników, w dużej części z najbliższych okolic, co jest dla mnie bardzo ważne. Z warzyw najbardziej wyjątkowe są ziemniaki z Pierzchowa, które po latach stałej obecności na półce, mają wyrobioną bardzo dobrą markę. Można u nas znaleźć także towary z pewnych źródeł, a trudno dostępne w innych miejscach. Zamiast śliwek kalifornijskich, klienci wolą więc suszone śliwki od pana Pawła z okolic Iwkowej, które są odkryciem ostatnich lat i pokazują, że polskie suszki to nie tylko materiał na wigilijny kompot, ale również pyszne bakalie. Innym towarem, nie wszędzie dostępnym, jest „anielska” kapusta kiszona z Charsznicy sprzedawana na wagę; w ciągu ponad 30 lat współpracujemy już z trzecim pokoleniem rodziny producentów, którzy dostarczają kiszonki najwyższej jakości. Generalnie każdy z towarów niesie ze sobą wieloletnią historię i wspomnienia, ponieważ, poza najwyższą jakością, bardzo ważna jest dla mnie zdrowa współpraca z producentem. Oczywiście, nie mogę nie wspomnieć o owocach z naszego gospodarstwa w Gdowie, głównie jabłkach i sokach NFC z nich wyciskanych. Klientom smakują szczególnie mniej popularne odmiany jabłek jak Reneta Biała lub Topaz. Są tacy, którzy przychodzili po nie jeszcze jako młode osoby, a teraz towarzyszą im ich dzieci; to dla nas bardzo cenne.

– Pana sad to miejsce szczególne…

– Tak, dostarcza nam od wielu lat pysznych owoców, choć kiedyś drzew było więcej. Oprócz miejsca pracy, służył także jako miejsce zabaw naszym dzieciom; pamiętam, że przy sadzeniu drzewek, chłopcy bardzo lubili wskakiwać do wykopanych dołków, lub udawać, że jeżdżą zbudowanym ze skrzynek pociągiem. Od tamtej pory minęło sporo lat, ale najmłodszy z nich, Janek, ciągle spędza w sadzie dużo czasu pracując, bardzo angażuje się także w działalność sklepu. Dużą radość sprawiają nam gdowskie przedszkolaki; wizytują nasz ogród oraz symbolicznie pomagają w zbiorach, najlepiej jak potrafią, poznając przy tym tajniki ogrodnictwa oraz smak pysznego jabłka zerwanego prosto z drzewa, który zanoszą także do domu, gdyż zawsze pytają czy mogą także zabrać dla rodziny. Oczywiście się zgadzam, a one odwdzięczają się rysunkami, jeden z nich wisi w naszym sklepie. Ogród pełen jabłoni nie raz bywał miejscem sesji ślubnych. Gniazda ma tu wiele ptaków, w konarach drzew swój dom znalazły kwiczoły i pustułki, a całego ekosystemu i dojrzewających jabłek osobiście pilnują jastrzębie… Dziecięce zabawy w jazdę pociągiem mogą okazać się prorocze, ponieważ w planach przestrzennych to miejsce od ponad 40 lat oznaczone jest, ogólnie mówiąc, jako korytarz pod budowę kolei. Są plany, by sad był podzielony linią kolejową Podłęże – Piekiełko, ma powstać stacja kolejowa z dużą bocznicą oraz estakada dla samochodów i pieszych nad linią kolejową. Czas pokaże, jak wyglądać będzie to miejsce w przyszłości, może zamiast sadownikiem stanę się zawiadowcą? – żartuje pan Józef.

– Mikroklimat sprzyja, Gdów jest sporym centrum handlowym i przyciąga coraz więcej klientów…

– Sądząc po obfitych zbiorach, w Gdowie, a dokładniej w zatoce gdowskiej, wchodzącej w skład Kotliny Sandomierskiej, panuje bardzo dobry mikroklimat, który sprzyja sadownictwu. Analizując dane z wystawianych przeze mnie faktur zauważyłem, że widzą to również inni. Zaopatrują się u mnie także mieszkańcy odległych miejscowości, a to najlepiej świadczy, że warto przyjechać do Gdowa po dobrą i zdrową żywność. Sytuacja ta utrzymywała się nawet w czasie pandemii koronawirusa. Pamiętam, że na początku był ogromny niepokój o zdrowie własne, współpracowników i klientów. W pierwsze dni, gdy zamknięto szkoły, zmieniliśmy całkowicie działanie naszego sklepu: sprzedawaliśmy zza lady, bez wpuszczania klientów do środka. Po opublikowaniu oficjalnych wytycznych, powróciliśmy do formatu sklepu samoobsługowego z zachowaniem wszelkich ograniczeń i nakazów, dodatkowo często ozonujemy lokal. Zauważyliśmy, że klienci kupowali dla kilku gospodarstw domowych, co było dowodem na wysokie poczucie solidarności i wsparcia dla osób bardziej zagrożonych chorobą lub na kwarantannie. Ludzie zaangażowali się w pomaganie, co mnie bardzo cieszy. Także i my wiele razy kursowaliśmy z zakupami pod domy naszych klientów. Podobnie jak i inne firmy w okolicy zostaliśmy docenieni przez KGW Gdów i mieszkańców, poprzez wręczenie dyplomu za odwagę w czasie najcięższych miesięcy pandemii. Wówczas, w trosce o nasze zdrowie, obsługę sklepu przejął Janek.

– A jakie zmiany zaszły w produkcji rolnej?

– Z perspektywy człowieka zajmującego się rolnictwem, widzę postępujący wzrost kosztów podstawowej produkcji rolnej, w wyniku drożejącego paliwa i gazu, będącego substratem produkcji nawozów. To samo zauważyli moi koledzy po fachu. Mam jednak nadzieje, że mimo to, nasz najmłodszy syn Janek będzie kontynuował rodzinną tradycję. Działalność sklepu, podobnie jak i mnie, sprawia mu wiele radości. Wiem, że prowadzenie sklepu i sadu jest bardzo pracochłonne, ale to całe nasze życie i daje nam wielką satysfakcję. Życzyłbym sobie, by przez kolejne 40 lat, a może i więcej, nadal przy ulicy Krakowskiej działał sklep „u Strojnego”, do którego stale będą przychodzić na zakupy tak mili jak do tej pory klienci, którzy niezmiennie nam ufają jeśli chodzi o jakość oferty i wykazują wobec nas wielką sympatię, za którą dziękujemy.

Rozmawiała: Maria Jelonek-Bankowicz