.

Od redaktora

Jest niespokojnie. Jest smutno. Bywa przerażająco… Nie ma co udawać, że życie toczy się normalnie, bo to wojna, tyle że z niewidocznym wrogiem – nigdy nie wiadomo, kiedy i kogo trafi zabłąkana „kulka z kolcami”. Tylko nas muśnie, skaleczy, zrani – czy zabije?

Taki czas, taki los. Ale w pewnej mierze sami go sobie przygotowujemy. Jak ten pan, który kaszlący i pół żywy odwiedzał różne urzędy mając nadzieję, że tylko się przeziębił. Wylądował w szpitalu, a nikt nie wie, ile osób pociągnął za sobą. Podobnie jak pani, która wiedząc, że mąż choruje na covid – pilnie przychodziła do pracy. Teraz sama jest chora, ale za nią podążą najpewniej koledzy. Albo ten pan, który siedział w szpitalnej poczekalni z maseczką… na uchu, a na uwagi odpowiadał, że jest wolnym człowiekiem. Lub młody niezamaskowany sprzedawca, który powoływał się na Konstytucję w słodkiej nadziei, że wirus też się do niej zastosuje. To są niestety przykłady konkretne, nie wymyślone na potrzeby felietonu…

Zaraza w naszej gminie tak się rozpanoszyła, że nawet nie będzie tradycyjnych świątecznych życzeń od gospodarzy, którzy chorują. Życzymy im jak najszybszego powrotu do pełnego zdrowia, a wszystkim – cierpliwości, spokoju i tego, by zły czas jak najszybciej przeminął. I oczywiście już po raz 25 – miłej lektury naszego kwartalnika.

Barbara Rotter-Stankiewicz