W 2001 roku, dzięki staraniom państwa Agnieszki i Marka Rubinowskich rozpoczął się remont zabytkowych zabudowań zespołu folwarcznego we wsi Marszowice. W uratowanych od zniszczenia budynkach powstała agroturystyczna baza noclegowa, sale jadalne i taneczne, a stary kompleks znajdujący się naprzeciw innego ważnego dla Marszowic obiektu – domu Sługi Bożego o. Anzelma Gądka – ożył. W roku 2024 Agnieszka Rubinowska otrzymała od samorządu gminy medal okolicznościowy wybity z okazji 750-lecia Gdowa.
Folwark Wiązy, bo do takiej historycznej nazwy wrócili gospodarze, zaczął przyjmować gości szukających odpoczynku i dobrej kuchni. Na blisko dwóch hektarach zieleni odbywały się imprezy firmowe i rodzinne, czy koncerty. Wystąpiła tam m.in. Patrycja Markowska. Od 2006 r. Folwark Wiązy rozpoczął organizację imprez i wesel w zabytkowej stodole.
Prawdziwe wesela poprzedziła – jak opowiada gospodarz obiektu Marek Rubinowski – tematyczna impreza firmowa nazwana „Wesele w Stodole”. Udana zabawa i zainteresowanie gości klimatem starej folwarcznej stodoły sprawiły, że w kolejnych latach w odbywały się już autentyczne wesela, które z czasem stały się znakiem rozpoznawczym Folwarku Wiązy.

– Są kojarzone z firmą Folwark Wiązy i z samym miejscem, gdzie się odbywają. Niepowtarzalny klimat, szeroka oferta, niezmiennie doceniana przez gości kuchnia i jakość obsługi sprawiły, że świętują tu pary młode z kraju i z zagranicy. Od Szczecina po Rzeszów, od Japonii po Amerykę Północną i Południową… Z czasem wesela w stodole stały się synonimem dobrej zabawy i pojawiły się w publikatorach jako oddzielny rodzaj organizacji imprez weselnych. Dzięki miłym gościom, którzy zaszczycili nas swoją opinią trafiają do nas kolejne pary, a Folwark Wiązy ma nowych klientów i znajomych – podkreśla pan Marek.
Jego słowa potwierdzają opinie gości zamieszczone w internecie.
– Serdecznie wszystkim polecam Folwark Wiązy jako miejsce świętowania wyjątkowego dnia ślubu! Szukaliśmy miejsca bez zadęcia, z pysznym jedzeniem, uśmiechniętą i pomocną załogą, chętną do współpracy z naszymi usługodawcami i dokładnie takie miejsce znaleźliśmy. Dodatkowym plusem jest mały stawik z pomostem, idealny na first look. Bez dwóch zdań zdecydowalibyśmy się ponownie, aby nasze wesele odbyło się w Folwarku! – pisze pani Sylwia.
– Osobiście z mężem jesteśmy zadowoleni, że mieliśmy możliwość zorganizowania naszej zabawy weselnej w tym miejscu. Od samego początku dobry kontakt z właścicielem, szefową kuchni i dekoratorką sali panią Emilią. Wszystko zgodnie z warunkami umowy. Obsługa fenomenalna, miła, pomocna, kulturalna. Jedzonko super. Gorąco polecam dla wszystkich przyszłych par młodych, które potrzebują czegoś innego, a zarazem urokliwego i pełnego klimatu miejsca – dodaje na stronie Google pani Agnieszka M.
Folwark okazał się doskonałym lokalem także na wesele pani Agnieszki i Szymona, którzy tak podsumowali imprezę: – Nasz dzień był lepszy niż mogliśmy sobie wymarzyć również dzięki temu wspaniałemu miejscu i obsłudze. Właściciel był zaangażowany i zadbał, abyśmy w tym dniu czuli się komfortowo. Pani Kasia – szefowa kuchni była pomocna w wyborze dań i planie wesela oraz zadbała wraz z Paniami z kuchni o przepyszną kuchnie, którą zachwycali się nasi goście. Nie mogliśmy trafić lepiej. Jeśli marzy się komuś bajkowe wesele w luźnym klimacie lub boho, to miejsce spełni każde oczekiwania. Gorąco polecamy i będziemy wspominać ten weekend u Państwa do końca życia.
Marek Rubinowski żartuje, że podczas remontów budynków wielokrotnie był pytany, czy w folwarku nie odkryto jakiegoś skarbu, odpowiadał – Tak, wspaniałych ludzi… I to właśnie ci ludzie tworzą wraz z gospodarzami klimat tego miejsca.
– To ważne, by goście czuli się mile oczekiwanymi. By czuli, że się o nich troszczymy przez cały czas pobytu w folwarku – zauważa pan Marek. – Młodzi organizując wesela realizują swoje marzenia o jednym z najważniejszych dni w swoim życiu. Pomagamy im spełnić to marzenie. Miejsce niewątpliwie sprzyja tworzeniu tej atmosfery, kamienne budynki i drewniana stodoła wraz z całym zapleczem, dwa hektary zadbanej zieleni tworzą atmosferę miejsca, do którego się wraca – dodaje.
Rozmowa z panem Markiem Rubinowskim szybko potwierdza, że wie dużo nie tylko o historii tego miejsca, ale także o samej wiosce.

– Ślady osadnictwa na terenie wsi Marszowice sięgają epoki kamienia. Źródła pisane wspominają o wiosce od wieku XIV. Właścicielem wsi około 1430 r. był Piotr Marszowski, a za czasów Jana Długosza (Długosz wymienia wieś w Liber Beneficiorum) Stanisław Marszowski herbu Półkozic. W XVII w. (prawdopodobnie od w. XVI) z kolei Marszowice wraz z Niegowicią były częścią kompleksu dóbr rodziny Lubowieckich. Ostatnimi właścicielami folwarku w Marszowicach przed drugą wojną światową była rodzina Włodków. W latach dwudziestych XX w. należały do dużego majątku Zdzisława Włodka, obejmującego też Dąbrowicę i Cichawę. Marszowickie grunty Włodka liczyły w 1928 r. 183 hektary. Podczas wielkiej powodzi w lipcu 1934 r. Raba, jej dopływy i mniejsze rzeczki wystąpiły w brzegów i rozlały się po okolicy. Wieś mocno wtedy ucierpiała. Zdarzało się we wsiach, że woda dochodziła do strychów i nie opadała przez 5 dni. Po wojnie folwark przeszedł na własność skarbu państwa, a po reformie rolnej został okrojony do zabudowań i około dwuhektarowej działki. Nieruchomość przekazana została Krakowskim Zakładom Mięsnym. Po zmianach ustrojowych obiekt zakupił Tomasz Nowak, organizując w nim produkcję grzybów – pieczarkarnię. Od niego folwark odkupiła Agnieszka Rubinowska.
Dziś gospodarzy tu rodzina Rubinowskich. Pan Marek jest z zawodu nauczycielem historii, a pani Agnieszka lekarką i psychoterapeutką, prowadzącą w Marszowicach i w Krakowie gabinet psychoterapeutyczny oraz Akademię Prenatalną, której jest założycielką, a która organizuje szkolenia dla psychologów, psychoterapeutów i psychiatrów.
Maria Jelonek-Bankowicz




