Trudno uwierzyć, że od pierwszego wydania kwartalnika „Mój Gdów” minęła już dekada, a w lutym 10-lecie obchodził portal o tej samej nazwie. Możemy więc świętować podwójnie. O swojej pracy związanej z pismem mówią: BARBARA ROTTER-STANKIEWICZ, redaktor naczelna kwartalnika, EDYTA TROJAŃSKA- URBANIK, szef gdowskiego Uniwersytetu Trzeciego Wieku i dyrektor Centrum Kultury przed dziesięcioma laty, jej następczyni na tym stanowisku – WIOLETA CHMIELA.
Zawsze powtarzałam, że gdy przejdę na emeryturę, założę własną gazetę, która będzie się nazywała „TAK”. Znajdą się w niej same prawdziwe, dobre i ciekawe wiadomości, rozmowy z pozytywnymi ludźmi, nie będzie natomiast polityki, słownych utarczek i obraźliwych pomówień. Oczywiście stworzenie własnego pisma było poza moim zasięgiem, zwłaszcza ekonomicznym, ale pomarzyć można…

Jednak 10 lat temu okazało się, że marzenie się spełniają, bo zaproponowano mi prowadzenie lokalnego kwartalnika, a pomysłodawcy pisma mieli takie samo nastawienie do realnego wydawnictwa, jak ja do swojego wymarzonego. Co zaskakujące, wyznaczoną wówczas linię pisma udaje się nam konsekwentnie utrzymywać już przez 10 lat, co w dzisiejszych burzliwych czasach jest ewenementem.
Początki, jak to bywa, nie były łatwe, bo mój „zespół redakcyjny”, wymieniony w tekstach pani Edyty Trojańskiej-Urbanik i Wiolety Chmieli, o dziennikarstwie i fotografii prasowej wiedział niewiele. Nic dziwnego – panie i panowie na co dzień zajmowali się zupełnie inną pracą, w której ja nie sprawdziłabym się na pewno. Oni jednak chcąc nie chcąc, musieli zdobywać dziennikarskie szlify i w wielu przypadkach zrobili to z powodzeniem. Jedni chcieli się nauczyć nowego zawodu i mieli do tego predyspozycje, innym całkiem nie pasował. No cóż, nie wszystkim musi się podobać to samo zajęcie, najważniejsze, żeby rezultat ciężkiej pracy piszącego i redagującego przypadł do gustu Czytelnikom. Jeden z kilkunastu redaktorów naczelnych „Dziennika Polskiego”, z którą to gazetą jestem związana ponad pół wieku twierdził, że „martyrologia powstawania tekstu” nikogo nie interesuje, nie będę się więc dzielić także wiedzą o „martyrologii redagowania tekstów”. Tym bardziej, że zarówno pisanie, jak i redagowanie wciąż jest dla mnie nie tylko pracą, ale i przyjemnością.
A największą satysfakcję sprawia mi widok kogoś siedzącego na ławeczce albo w busie i pilnie „studiującego” kolejny numer „Mojego Gdowa”.

Pomysł powstania kwartalnika, który będzie informował o bieżących sprawach, relacjonował mijające wydarzenia, promował mieszkańców, ich pasje i zainteresowania powstał w ramach działalności gdowskiego Uniwersytetu Trzeciego Wieku.
W roku 2015 UTW w Gdowie, funkcjonujący w strukturach Fundacji Osób Niepełnosprawnych w Podolanach, realizował projekt z Funduszu Inicjatyw Obywatelskich pn. „Akademia Aktywności Społecznej”. W pierwszym „zespole redakcyjnym” oprócz mnie znaleźli się pracownicy Centrum Kultury w Gdowie: Maciej Gibała, Magdalena Ciężarek, Damian Kopera. Później dołączyła Iwona Warchał, teksty pisała również pani Anna Suchoń. Pamiętam pierwsze wydanie, związane z nim emocje i dużo pracy, bo i wiele się działo. Latem odbył się na gdowskim Zarabiu pamiętny koncert „Od wschodu do zachodu słońca” z okazji 50-lecia „Skaldów”, organizowany przez TVP 2, przygotowywaliśmy się w naszej gminie do Światowych Dni Młodzieży, realizowaliśmy projekty dla seniorów. Bardzo byliśmy podekscytowani pracą przy wydawaniu gazety, dla nas wszystkich było to nowe doświadczenie, a i tematów mieliśmy mnóstwo.
W pierwszym numerze rozmawialiśmy m.in. z Tadeuszem Ciężarkiem, Władysławem Cebulą, Elżbietą Wróbel, Teresą Kaczmarczyk. Od początku relacjonowaliśmy działalność samorządu w „Informatorze Samorządowym”. W ślad za kwartalnikiem uruchomiliśmy portal społeczny „Mój Gdów”, który szybko stał się nośnikiem informacji o codziennym życiu naszej społeczności.
Po moim odejściu z Centrum Kultury w 2017 roku zdecydowanie rzadziej piszę do kwartalnika, ale bardzo się cieszę, że inicjatywa przetrwała już dekadę, a „Mój Gdów” okazał się na tyle ciekawym pomysłem, że wpisał się naszą lokalną codzienność. Mam nadzieję, że tak pozostanie na kolejne lata.

Do zespołu redakcyjnego dołączyłam w 2017 roku, gdy rozpoczęłam pracę w Centrum Kultury w Gdowie. Powstawał wówczas 8 numer kwartalnika. Pierwszy wywiad przeprowadziłam z artystami Kabaretu Młodych Panów. Ne ukrywam, że było to dla mnie dość stresujące; panowie chyba to zauważyli, pamiętam, że starali się mnie rozbawić…
Ta dekada to były lata ciężkiej, nocnej pracy, bo tak naprawdę większość przynajmniej moich tekstów, właśnie o tej porze powstawała. Dlaczego? Bo wtedy panowała cisza, dziecko smacznie spało i była chwila spokoju… Na początku pisałam głównie o kulturze, ale potem doszedł sport, historia, wywiady z gospodarzem gminy, rolnictwo, gastronomia, służba zdrowia… Niestraszny mi był nawet psi fryzjer. Staram się również pomagać osobom w trudnej sytuacji życiowej, które się do nas zwrócą o pomoc.
Do końca 2021 roku koordynacją gazety zajmowała się Iwona Warchał, z którą bardzo dobrze się nam współpracowało, jednak gdy dwa lata temu przeszła do innej pracy, przejęłam jej „działkę”.
Każde wydanie to nowa przygoda, nowe osoby, ciekawe tematy. To, że tak długo trwamy jest zasługą wielu osób, które tworzą z nami „Mój Gdów” – przede wszystkim pracowników gdowskiego Centrum Kultury i Urzędu Gminy. Ile osób w ciągu tych 10 lat pisało systematycznie na nasze łamy? Spróbuję wymienić: Barbara Rotter-Stankiewicz, Edyta Trojańska-Urbanik, Magdalena Ciężarek, Maciej Gibała, Damian Kopera, Zbigniew Witkowski, Iwona Warchał, Elżbieta Krawczyk, Anna Suchoń, Angelika Rybicka, Angelika Czyrnek-Markut, Teresa Uliantyska, Maria Jelonek-Bankowicz, Wiktoria Bęben, Gabriela Stoch, Damian Linczowski, Agnieszka Kwiatek, Jolanta Białek no i ja. Jest również pan Krzysztof, nasz grafik, od 10 lat ten sam. Wszystkim należą się gorące podziękowania.
Obecnie dla „Mojego Gdowa” pracują zarówno osoby z doświadczeniem dziennikarskim, jak zaczynające swoją przygodę z pisaniem. To dobrze, mamy różne spojrzenia, każdy wnosi coś od siebie. Nad całością czuwa pani Barbara Rotter-Stankiewicz, która ostatecznie decyduje o kształcie gazety, jej pomoc jest nieoceniona, pracuje z nami o każdej porze dnia i nocy, doradza, ale też daje pole do popisu.
Tak to właśnie jest w kulturze, mimo że czasami nasze wykształcenie nie jest związane z wykonywaną pracą, dajemy radę, ciągle uczymy się czegoś nowego, rozwijamy swoje kompetencje i umiejętności. Praca, która daje namacalny owoc, a w przypadku kwartalnika tak jest, zawsze cieszy. Tak sobie myślę, że czasem dobrze jest wyjść zza biurka i pospacerować przy kwitnącym polu rzepaku, zerknąć do suszarni, zachwycić się nowoczesnym sprzętem rolniczym, podglądnąć gruchające gołębie i spotkać naprawdę fajnych ludzi, pełnych pasji i nowych pomysłów. To od nich czerpiemy dobrą energię, która dodaje nam skrzydeł.




