Patriota, śpiewak, druh…

O panu Sylwestrze Stańczyku opowiada jego córka Maria oraz pan Władysław Cebula, będący skarbnicą wiedzy na temat zespołu Gdowianie.

Maria Stańczyk:

Mój ojciec, Sylwester Stańczyk urodził się 7 grudnia 1923 roku w Gdowie, jako najmłodszy z dzieci Marii i Stanisława. Po ukończeniu 16 lat został zmuszony do podjęcia pracy w niemieckiej firmie w Krakowie, co trwało od 1940 do 1944 roku. W lutym 1943 przebywał we Lwowie, gdzie uzyskał prawo jazdy, wydane przez władze niemieckie i pracował odtąd w firmie przewozowej (do lipca 1944 roku), a następnie już w Krakowie do stycznia 1945 roku. Pracując w mieście, mieszkał cały czas w domu rodzinnym. W lipcu 1942 roku, wstąpił do Oddziału Partyzanckiego „Szczerbic” obw. Myślenice i walczył do kwietnia 1945 roku, awansując do stopnia podporucznika. W kwietniu 1945 r. został powołany do służby wojskowej, którą odbywał w Białostockiem do lipca 1947 r. Po latach został członkiem Związku Kombatantów R.P. i Byłych Więźniów Politycznych.

W latach 1947 – 84 pracował jako kierowca w Krakowskim Przedsiębiorstwie Budownictwa Miejskiego „Zetbeem”, a po zmianie nazwy – „Budopol”. Jako wzorowy kierowca, bez wypadku przez 37 lat, otrzymywał dyplomy i listy pochwalne. W 1950 roku założył rodzinę, wybudował dla niej dom i posadził nie tylko dąb, ale mały lasek. Był osobą towarzyską, chętnie udzielał się społecznie. W 1970 roku został członkiem OSP w Gdowie. Uczestniczył czynnie w zebraniach, ostatnio – mając ponad 90 lat. Wielką radość sprawiały mu zawsze wizyty strażaków z życzeniami z okazji imienin. Od 1975 roku śpiewał w chórze parafialnym, przy gdowskim kościele. Chętnie brał udział w jego cotygodniowych próbach, śpiewie na niedzielnych mszach oraz różnych uroczystościach kościelnych.

W latach 1978 – 2004 był śpiewakiem, tancerzem i aktorem Zespołu Regionalnego „Gdowianie” popularyzującego tańce, przyśpiewki i obrzędy z okolic Gdowa. Bardzo sobie cenił II miejsce zdobyte w Konkursie Mowy Starosty Weselnego w Bukowinie Tatrzańskiej podczas „Sabałowych Bajań”. Najmilej jednak wspominał „Wesele Gdowskie” i program „Imieniny u Sylwka”. Gośćmi poczuli się wówczas nie tylko grający, ale i cała widownia. Zrezygnował z udziału w zespole, aby przez prawie 8 lat pomagać w opiece nad ciężko chorą żoną.

W wolnym czasie lubił czytać gazety i książki, zwłaszcza wojenne. Jednak jego ulubioną książką była „Szara Wilczyca” Jamesa Curwooda. Może dlatego, że lubił i miał zwierzęta. W telewizji oglądał programy polityczne i mecze piłki nożnej. Spośród kwiatów bardzo lubił róże, zwłaszcza czerwone. Miał ich w ogrodzie ponad pięćdziesiąt.

Zawsze prowadził uregulowany tryb życia. Podczas ładnej pogody spacerował. Gdy było to niemożliwe, jeździł na stacjonarnym rowerze. W rozmowach z bliskimi snuł plany na przyszłość. Ostatnie imieniny, mimo złego samopoczucia spędził wśród rodziny i najbliższych kolegów. Zmarł 2. stycznia 2022 roku mając 98 lat. Jest to piękny wiek. Między jego początkiem i końcem zawiera się kawał życia, pełnego ciężkiej pracy, walki, zmagań oraz dążeń, ale przeżytego godnie i mimo wszystko szczęśliwego.

Władysław Cebula:

Sylwka poznałem bliżej chyba w 1985 roku, gdy zacząłem występować w zespole Gdowianie. Piszę to imię zdrobniale, ponieważ już na pierwszej próbie powiedział, bym zwracał się do niego po imieniu, gdyż to go odmładza. Był jednym z filarów zespołu, zarówno w grupie kolędniczej „Pasterze” gdzie występował jako Furgoł, oraz w męskiej grupie śpiewaczej, z którą zdobywał laury na przeglądach wojewódzkich, regionalnych i centralnych.

Niezapomniane były jego role w inscenizacji „Wesela Gdowskiego” – tu jako pierwszy starosta, oraz w widowisku dożynkowym „U naszego Jegomośći”, gdzie był właśnie jegomościem. Dysponował silnym głosem, a obdarzony był muzycznym słuchem, dlatego nie miał kłopotów z przyswajaniem nowych melodii. Gdy mu zdrowie zaczęło szwankować, zrezygnował z udziału w „Gdowianach”, natomiast jeszcze wciąż był podporą chóru męskiego, który działał przy parafii. Niestety zegar biologiczny powoduje, że z tego chóru członków zaczęło ubywać – dotyczy to również i Sylwestra. Już nie najlepiej się czuł, ale podczas jednej z procesji Bożego Ciała postanowił, że pójdzie z nami i przejdzie całą trasę, a miał 88 lat. Jednak przy ostatnim ołtarzu już na terenie kościelnym zbladł i o mało co się nie przewrócił. Dzięki przytomności kolegów stojących najbliżej nie upadł, bo złapali go pod ręce i zaprowadzili do kaplicy, gdzie w chłodzie doszedł do siebie.

Miał duże poczucie humoru. Zdarzały się czasem biesiady po udanych występach, gdzie był duszą towarzystwa. Utkwiły mi w pamięci jego dwie piosenki, których nikt prócz niego nie znał:

„Był adwokat pewien gładki, kochał panny i mężatki…” Tę piosenkę pamiętam w całości i chętnych mogę nauczyć… Druga jest wojskowa: „Gdy po ćwiczeniach wolny mamy czas”. Niestety tej nie pamiętam w całości, gdyż jest dosyć długa, a Sylwester nie zdążył mi jej zapisać.

Na zakończenie dedykuję mu wiersz:

Kolego Sylwestrze, śpiywołeś se z nami,
teroz bedziesz śpiywoł w niebie z aniołami.
Stanąłeś kolego już u nieba progu,
boś śpiywoł na chwałę nie roz Panu Bogu.
Śpiywołeś w kulturze i na Chwałę Bożą,
Niechże Ci ta Święty Piotr bramy otworzy.
Cześć Twojej pamięci.

W ostatniej drodze towarzyszyli panu Sylwestrowi strażacy, którzy tak go wspominają: „Był nestorem Ochotniczej Straży Pożarnej w Gdowie, najstarszym druhem, który był z nami ponad 50 lat. Druh Sylwester Stańczyk był zawsze gotowy do wypełniania obowiązków strażackich, zaangażowany w działalność naszej jednostki i chętny do pomocy przy organizacji różnorodnych przedsięwzięć strażackich i społecznych. Przez lata pełnił wzorowo powierzone mu funkcje, angażował się w rozbudowę obecnej remizy OSP, a za nienaganną służbę był wielokrotnie nagradzany i odznaczany. Przez cały okres aktywnej działalności zawsze meldował się na dźwięk syreny strażackiej.”

oprac. Anna Suchoń

Udostępnij: