Najwięcej osiągnął w dziedzinie plakatu

MAŁGORZATA ANTOŃCZAK, z którą rozmawiamy, jest córką MIECZYSŁAWA SZOSTAKA. Chcemy niektórym przypomnieć, a innym przedstawić postać tego artysty-grafika związanego z ziemią gdowską. Wystawę jego prac, zorganizowaną w ramach obchodów 750-lecia Gdowa, można do końca roku oglądać w Centrum Kultury.

– Gdzie urodził się Pani ojciec? Jak spędził dzieciństwo, kiedy pojawiły się u niego zainteresowania sztuką plastyczną, czy „rósł z nimi”, czy też ujawniły się w późniejszym wieku? A może odziedziczył talent po kimś ze swojej rodziny?

– Mój tato, Mieczysław Szostak urodził się 1 czerwca1932 r. w Bilczycach. Jego rodzice to Jan i Aniela z d. Kaczmarczyk. Miał pięcioro rodzeństwa.

Na temat jego dzieciństwa niewiele wiem, myślę, że było typowe – szkoła, pomoc w polu. Być może przyglądał się, jak jego ojciec, może i dziadek rzeźbią w drewnie (ozdobne krzyże, laski). Jan Szostak i jego z kolei ojciec wyrzeźbili figury do ołtarza w kościele w Gdowie. Prawdopodobnie po nich odziedziczył talent mój tato.

Z opowieści mamy wiem, że jeden z jego nauczycieli uparł się, żeby tato nie szedł do zawodówki, tylko do liceum plastycznego. Do dziś pamiętam słowa, że skończył studia mając jedną parę spodni. Pochodził z bardzo biednej rodziny.

– Krakowską Akademię Sztuk Pięknych ukończył w 1958 roku. Czy zna Pani jakieś szczegóły z okresu jego studiów?

– W latach 1952-1958 studiował na Akademii Sztuk Pięknych na wydziale grafiki, gdzie wyspecjalizował się w projektowaniu i wykonywaniu plakatu, co z czasem stało się jego głównym zajęciem.

– Istota talentu jest pierwszorzędna jeśli chodzi o artystów, później dochodzi zamiłowanie i oczywiście praca… Czy pan Mieczysław dużo czasu spędzał w pracowni i wiele tworzył?

– Ojciec pracował bardzo dużo. Z domu pamiętam projekty plakatów, farby, pędzle rozłożone na ogromnym stole w pokoju. Po przeprowadzce do nowego domu miał już tam własną pracownię. Razem ze swoimi kolegami, też artystami plastykami – np. z Józefem Dyndą, przygotowywali dekoracje Krakowa na państwowe uroczystości typu: 1 Maja, 22 Lipca itp. To były ogromne przedsięwzięcia, trzeba było wszystko zaprojektować i wykonać wielkie plansze, napisy, portrety. Pracowali nad tym dniami i nocami, nie było czasu na odpoczynek czy nawet jedzenie. Pamiętam, że mama woziła mu prowiant do Krakowa. Oprócz tego tworzył też w pracowni przy ul. Czarnowiejskiej.

– Artyści to obywatele świata, jednak pan Mieczysław po studiach zdecydował się wrócić do korzeni, osiedlił się w Gdowie. Dlaczego właśnie tutaj?

– Dlaczego Gdów? Po prostu poznał moją mamę, Kazimierę z domu Chanek i w październiku 1961 r. pobrali się. Zamieszkali początkowo w Krakowie, a potem przy ul. Łapanowskiej 267. Po tym domu pozostało tylko zdjęcie…

– W latach mojej młodości widywałam Pani ojca, jak się przechadzał ulicami Gdowa, widywałam go także przy pracy, np. tworzącego witrynę czy szyld sklepu, co kiedyś nie było tak proste jak dziś ze względu na metody i niedostępność materiałów, widywałam go też niosącego jakieś zwoje pod pachą. Wyglądał tajemniczo… Zawsze mnie to intrygowało, bo sama zamierzałam podążyć artystyczną drogą. Czy przychodzą Pani do głowy jakieś konkretne prace, które zostały wykonane specjalnie dla naszej miejscowości?

– Tak, ojciec wykonywał szyldy. W tamtych czasach wycinało się szablon np. z literami w bristolu, przyklejało do szyby wewnątrz pomieszczenia i nanosiło się farbę gałgankiem z gazy, by nie spływała. Najważniejszy był jednak projekt pomnika na gdowskich plantach, upamiętniającego mieszkańców, którzy zginęli podczas wojny. Ojciec w domu przygotował trzy jego modele z kartonu, do wyboru (jest wycinek z gazety na temat tej pracy). To właśnie pod tym pomnikiem składamy kwiaty podczas świąt narodowych – 11 Listopada i 3 Maja. Brat mówił, że ojciec zaprojektował też pierwotne godło Gdowa, na którym była Raba.

– Jakie były osiągnięcia pana Mieczysława na niwie sztuki? Czy udzielał się np. w życiu artystycznym Krakowa lub innego miasta? Czy brał udział w wystawach? Może otrzymał jakieś nagrody?

– Najwięcej osiągnął w dziedzinie plakatu społecznego i politycznego. Zdobył bardzo dużo nagród (to wszystko jest w notatkach prasowych i jako pisma informacyjne, można je obejrzeć na wystawie). Udzielał się w życiu artystycznym Krakowa i wielu instytucji – świadczą o tym pisma z podziękowaniami. Po roku 1989, kiedy nie robiło się już dekoracji miasta na pochody itp., tata zajął się malowaniem obrazów. Były to kwiaty, widoki, portrety, konie.

– Na wystawie prezentujemy różne prace, między innymi humorystyczne rysunki z kroniki gdowskiego TKKF (Towarzystwo Krzewienia Kultury Fizycznej), ponieważ brał udział w życiu kulturalnym Gdowa i lubił sport. Miał jeszcze inne hobby?

– Bardzo lubił podróże, robił ogromnie dużo zdjęć. W latach 1974 – 1975 pracował na budowie rurociągu orienburskiego. Kiedyś był zawodnikiem, potem sympatykiem Gdowskiego Klubu Sportowego. To tyle ciekawostek…

– Czy ktoś z rodziny odziedziczył talent i poszedł w ślady pana Mieczysława?

– Talent po dziadku przeszedł na moja córkę Olgę, lubi rysować i nieźle to robi.

Rozmawiała Anna Suchoń