.

Andrzej Zieliński o swoim festiwalu

Andrzej Zieliński o swoim festiwalu

– Czym jest dla Pana gdowski Festiwal Piosenek Andrzeja Zielińskiego? Jak wspomina Pan pierwsze edycje ?

– Minęło już dziesięć lat, a ja wciąż z radością wspominam dzień, w którym zaproponowano mi, aby festiwal moich piosenek odbył się w Gdowie. Do tej pory nie było takiego konkursu w Polsce, żeby wykonawcy śpiewali tylko i wyłącznie moje utwory. Z upływem lat te nasze spotkania stały się tradycją – dla mnie bardzo miłą. Corocznie w wydarzeniu brała udział pewna grupa młodzieży, która się powtarzała – byli to ludzie bardzo zdolni, którzy potrafili się „zmieścić” w różnego typu piosenkach. Były też dzieci, one nadawały ton w tych pierwszych odcinkach, później pojawili się bardziej dojrzali wokaliści, czy głównie wokalistki; były lepsze niż dzieci, więc było ciężko to wrzucić do jednego worka, dlatego powstały kategorie. Bardzo się cieszę, że ktoś te moje piosenki, które nie są łatwe, śpiewał.

– Jak ocenia Pan festiwalowe występy?

– Zawsze broniły się chóry, bo miały aranżacje na głosy i to brzmiało lepiej. Z solistek podobała mi się Oliwia Baran, która zaśpiewała „Balladę wagonową” widać, że dziewczyna poszła dalej i ma ten wokal brzmiący zawodowo. Gabriela Fortuna dobrze dobrała sobie piosenkę, mniej znaną pt. „Dobranoc panowie”, ale bardzo dobrze, że ją wykonała, dzięki temu mogła się pokazać z nami na koncercie w Centrum Kongresowym ICE w Krakowie. Co dalej – to już zależy od tych młodych ludzi, czy będą chcieli się kształcić, szkolić swoje głosy i poszerzać horyzonty, czy tylko będzie to funkcjonować na zasadzie lokalnego muzykowania. Niemniej jest to miłe, że coś takiego się odbywa i to w jednym miejscu o jednej porze. Można wówczas posłuchać piosenek, którymi młodzi ludzie są zainteresowani. Dobrze by było, żeby szkolący zwracali uwagę, by utwory, były zbliżone w sensie melodii i harmonii do oryginału, bo jeśli odejdą zbyt daleko to dany utwór traci swój charakter. Ale ważne są dobre chęci to, że chce im się moje piosenki śpiewać, to dla mnie jest miłe zjawisko. Co roku oczekuję, że któryś z wykonawców odważy się zaśpiewać jakiś mniej popularny utwór mojego autorstwa, który będzie ciekawszy, od tych ciągle powtarzanych, standardów jak np. „Listonosz”, „Z kopyta kulig rwie” czy „Wiosna”.

– Czy formuła online jest trudna dla jurorów?

– Na pewno trudniej jest oceniać online niż na żywo, bo nie każdy ma dobre nagranie. Zbyt cicho puszczony playback, nagrany z automatu brzmi dużo gorzej, niż dobrze zaaranżowany podkład lub zagrany na żywo na fortepianie czy gitarze klasycznej. Często się zdarza, że podkład jest za cicho w stosunku do głosu i wówczas nie słychać, do jakiej muzyki dany uczestnik śpiewa. Ważne, żeby zachować odpowiednie proporcje między akompaniamentem a wokalem.

– Które piosenki są Pana ulubionymi?

– Lubię te piosenki, które są mniej znane, np. „Dobranoc panowie”. Nie jest to utwór bardzo popularny, a jest dobry. Takich kompozycji mam wiele i warto ich posłuchać.

Są piosenki bardziej liryczne jak np. „W żółtych płomieniach liści”, „Piosenka o Zielińskiej” czy „Wierniejsza od marzenia” i bardziej przebojowe typu „Wszystko mi mówi, że mnie ktoś pokochał”, „Króliczek”, „Listonosz”, „Wiosna”, „Z kopyta kulig rwie”. To są już standardy, które pojawiły się w różnych aranżacjach i wykonaniach. Cieszy mnie to, że te moje utwory są wykonywane w różny sposób i na różne składy, kameralne i chóralne, wielogłosowe i solistyczne.

– Marzenia, życzenia związane z festiwalem?

– Trudno powiedzieć, przydałby się jakiś sponsor, który wspierałby młodych artystów. Ważne, żeby takie ambitne konkursy jak ten w Gdowie były organizowane i żeby młodzi ludzie mieli dostęp do dobrej, ciekawej i różnorodnej muzyki. Tego bym życzył sobie i wszystkim wykonawcom.

Rozmawiała: Wioleta Chmiela